niedziela, 23 marca 2014

1

Wracałam z Zaynem ze szkoły. Bałam się jak cholera znowu wrócić do domu. Do tego psychola. Będzie tak jak zawsze. Wejdę do domu i na dzień dobry mnie uderzy.
- Nie chce tam iść - powiedziałam. Zayn spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Może spróbuj się spytać mu czy możesz dzisiaj spać u mnie. Pójdziemy do chłopaków. - powiedział. To był zły pomysł. Nie zgodzi się.
- Nie Zayn. To zły pomysł. - pokręciłam przecząco głową.
- Chociaż spróbuj. Proszę - spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się.
- No dobrze. - już byliśmy pod moim domem. Jasna cholera.
- To do zobaczenia.
- Cześć - pomachałam mu na pożegnanie. Weszłam do domu. - Jestem! - krzyknęłam.
- Jak w szkole? - zapytał dziwnie miły.
- Dobrze.  - uśmiechnęłam się delikatnie.
- To dobrze. Masz ochotę gdzieś dzisiaj wyjść? - zapytał. Co?
- Zayn mi się spytał czy mogę u niego spać.
- Nie ma problemu. Chciałem powiedzieć, że wyjeżdżam na 3 dni. Dzisiaj w nocy. - przytaknęłam.
- To zadzwonię do Zayna i powiem że mogę, dobrze? - uśmiechnął się.
- Callie ja będę się starać być lepszym ojcem, obiecuje. - spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam i pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Co mu się stało? Przecież normalnie by się nie zgodził na nocowanie u Zayna. Oczywiście wie że się z nim przyjaźnie tylko tego nie toleruje. Podmienili mi ojca? Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Zayna.
- Halo? - odezwał się głos w telefonie.
- Um, hej. Mogę u ciebie spać.
- Naprawdę? Zgodził się? Dzwonie do chłopaków że przyjdziemy. Zaraz po ciebie przyjdę.
- Okey. To do zobaczenia - powiedziałam i się rozłączyłam. Chwyciłam torbę i zapakowałam tam potrzebne mi rzeczy. Zbiegłam na dół. Tata siedział na sofie.
- Tato wychodzę do Zayna. - powiedziałam zakładając buty.
- Dobrze. Pa córeczko - pomachał mi. Uśmiechnęłam się. Jezu. Jestem szczęśliwa. Nie wiem czemu. Może naprawdę się stara? Nie wiem. Ale muszę korzystać z tego puki jeszcze jest miły. Wyszłam z domu. Zauważyłam stojącego tyłem do mnie Zayna. Odwrócił się słysząc moje kroki. Uśmiechnął się.
- To co zostawisz u mnie torbę i pójdziemy do chłopaków? - kiwnęłam twierdząco głową. Chwycił mnie w talii przybliżając do siebie. Dawno nikt mnie nie przytulał. Tęskniłam za tym bardzo. Podśpiewywał pod nosem jakąś piosenkę.
- Masz cudowny głos, Zayn - powiedziałam. Pocałował mnie w czoło. Tego też mi brakowało. Cholernie brakowało. Znaleźliśmy się pod jego wielkim domem. Był bardzo bogaty. Nie dziwię się. Mama chirurg tata prawnik. Weszliśmy do środka. Zayn chwycił moją torbę i rzucił gdzieś w kąt.
- Nie przejmuj się tym - powiedział. Znowu chwycił mnie w talii i wyszliśmy z jego domu. - Poczekaj - zatrzymał się i chwycił paczkę Malboro.
- Zayn - spojrzał na mnie. - Wiesz że tego nie lubie. - wyjął papierosa z ust i wyrzucił jak całą paczkę razem.
- Nie ma sprawy - uśmiechnął się i chwycił moją ręke. Szliśmy około 10 minut. Zayn pociągnął moją ręke i zaprowadził do domu. Był wielki.

____________
Witam!
pierwszy wiem okropny.
postaram sie 2 żeby był serio lepszy
xx


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz